Relacja spisana 2.07.1945 w Przemyślu przez Dawida Haupta, Leon Knebel, ul. 1903 w Borysławiu, syn Hermana i Miny, Archiwum ŻIH, sygnatura 301/679

"Myśmy przeżyli w naszym bunkrze aż do dnia oswobodzenia nas przez Armię Czerwoną t. j. do 7/8 1944 r. Uratowało się tylko na 12 osób 6 osób. Trzy osoby zabili banderowcy, którzy robili na nas obławy, a trzy osoby odstawione zostały do lagru żydowskiego, gdy policja niemiecka przy pomocy psów wytropiła je w lesie.

Muszę przyznać, że Waldschutzpolitzei w tym okresie zachowała się niezwykle lojalnie. Gdy tylko nie było świadków, policjanci ci puszczali wolno wykrytych Żydów, a do niektórych znajomych bunkrów przychodzili na pogawędkę.

Okrutni byli banderowcy, mieszkali oni również w lasach, polowali wprost na Żydów, schwytanych w sposób okrutny mordowali. Pewnego dnia było 24 ofiar zamordowanych w sposób okrutny przez banderowców. Znaleźliśmy potem trupa młodej Żydówki Mali Ehnenfeld; obie jej ręce były obcięte a na ciele były wycięte pasy skóry."

Relacja spisana 2.07.1945 w Tarnowie, Munio Inslicht, ur. 3.05.1935 w miejscowości Tłumacz, Archiwum ŻIH, sygnatura 301/803

"Chłopiec mieszkał z rodzicami i siostrą w Tłumaczu. Po wkroczeniu Niemców do miasta, matkę rozstrzelano. Ukrywał się z ojcem i siostrą. W 1945 r. banderowcy zastrzelili ojca. Został sam z siostrą. Fragment."

"Tatuś zaczął handlować i było nam trochę lepiej. Jeździł stale do Stanisławowa. Raz pojechał tam właśnie i [nie] wrócił więcej. W drodze napadli go banderowcy i zastrzelili wraz z drugim Żydem. Teraz przyjechaliśmy sami z siostrą bezradni do Tarnowa, kończy chłopczyk ze łazami w oczach."

Relacja Edmund Adler, ur. 1913 we Lwowie, spisana przez Małecka, Archiwum ŻIH 301/808

"W marcu 1944 roku obława banderowców w lasach hanakowskich. Jeden z banderowców przestrzegł Żydów o planowanym napadzie na bunkry. Na to grupa około 500 Żydów (w tym kobiety i dzieci) częściowo uzbrojonych zeszła się do polskiej wsi Hanaków i ukryła się po chatach. O 7-mej rano napadli banderowcy na pozostałych w lesie Żydów, spalili bunkry/drewniane, częściowo nad ziemią zbudowane i zamaskowane ziemią) rzucali granaty, były ofiary po stronie żyd. - potem banderowcy napadli na polski Hanaków i tu polska i żydowska partyzantka broniły wsi. Bohatersko zginęli Siunio Lichtenberg z Przemyslan. Zginęło 70 Polaków i 2 rodziny żyd. - Na Wielkanoc 1944 drugi napad banderowców, na wieś Hanaków. Wymordowali 60 Polaków (mężczyzn, kobiet i dzieci), wieś częściowo spalili, ilu Żydów zginęło nie wie. - Wsi broniła partyzantka polska i żydowska. Wskutek tego 2 maja 44 [roku] obława niemiecka, oddziały SS otoczyła wieś z tankami i tankietkami, część Żydów uciekła do lasu, część w schronach we wsi. Obława od 3:30 nad ranem do 10-tej rano. Cała wieś spalona, dużo ofiar żyd., ile nie wie. W tej obławie zeznający został złapany wraz z dwoma jeszcze Żydami i 2 kobietami żyd. Innych Żydów wypuszczono, bo Niemcy ich uznali za aryjczyków, a Polacy nie wydali. Jedna staruszka zaczęła się modlić i to potwierdziło jej "aryjskość".

Relacja Stricker Lipa  Archiwum ŻIH, sygnatura 301/1136, spisała dr Laura Einchhorn

"Kilka razy bywały obławy na ten las, bo za śladem dochodzili zimą do każdego bunkru. Ze stu ludzi ukrytych w tym lesie uratowało się może 10. Nasz bunkier liczył 19 osób. Pewnego ranka 2-go marca 1944 napadli Ukraińcy na nasz bunkier. Trzech nas było na zewnątrz, bo trzymaliśmy straż. Wszyscy trzej zdołaliśmy się uratować. Ukraińcy podkradli się pod nasz bunkier, kilkaset może, tak, że nie można było ratować się i Ukraińcy wszystkich powyrzynali nożami, a najwięcej znęcali się nad dziećmi. Po ich odejściu wyszedłem z krzaków, gdzie byłem ukryty, zeszedłem do bunkru, gdzie leżały zwłoki pomordowanych. Dziecko moje miało 10 ran zadanych noże[m], 6 w piersi, a 4 w plecy. Żona rozebrana. Tak samo zamordowana jak jej siostra i jej dorosłe 2 córki. Wszystko to mogło trwać godzinę. Krążyłem z uratowanym siostrzeńcem 3 dni po lesie i chcieliśmy ciała pochować, ale przyszli Ukraińcy, zawalili cały bunkier, tak, że na zewnątrz nie było nic widoczne."

Relacja: Seweryn Dobrszklanka, ur. 21.01.1931 rok w Warszawie, syn Izraela i Barbary Lissak, Archiwum ŻIH, sygnatura 301/1222

"1941 r. Pierwsi Niemcy, którzy wkroczyli nie odnosili się do nas źle. Zorganizowała się ukr. milicja, która rabowała i znęcała się nad Żydami. Brali do robót, bili, starym Żydom obcinali brody."

"Ale w tym czasie zaczęli po okolicy grasować banderowcy, mordując Polaków i Żydów. Gospodarze, którzy bali się banderowców, kazali mi odejść do matki w lesie. Jeśli chodzi o banderowców, to Polacy byli w innym położeniu co Żydzi, bo mieli opiekę Niemców, często na noc szli do sąsiednich miasteczek, a tylko na dzień wracali do swoich gospodarstw. W czasie wspólnego niebezpieczeństwa stosunki między Polakami i Żydami bardzo się poprawiły. Mogliśmy wtedy liczyć na pomoc Polaków, natomiast nie zachodziliśmy do gospodarzy ukraińskich. Żyliśmy w lesie. Brat i ja paśliśmy krowy, matka także pracowała u chłopów, ale spaliśmy w lesie w barakach. Było to bezpieczniejsze, aniżeli spanie w opuszczonych polskich domach.

Pewnego dnia banderowcy otoczyli las, znaleźli 3 bunkry - szałasy żydowskie. Rzucili granat w jeden bunkier - nikt żywy już z niego nie wyszedł. Była tam matka z pięciorgiem dzieci, nazywała się Fisch - jedna jej córeczka sześcioletnia pasła krowy i ocalała. Jest ona obecnie w internacie a Zakopanem. I jeszcze jedna rodzina z 5 osób. W drugim bunkrze granat nie pękł i ludzie się rozbiegli. Banderowcy strzelali za nimi. Tego dnia przeszło 20 ludzi zostało zabitych. My nie byliśmy wtedy w lesie. Ludzi przybiegli i opowiedzieli nam o napadzie. Na drugi dzień kilku ludzi poszło zobaczyć, co się dzieje w lesie. Niektórzy uciekli a ich rodziny zostały. To co zobaczyli, było okropne. Rozerwane ręce i nogi, strzępy ludzkich ciał walały się po ziemi. Banderowcy bardzo często urządzali napady i zabili bardzo dużo Żydów. Z Małęcka było około 100 ludzi w lesie, a przeżyło około 50, resztę zamordowali banderowcy.

Przyszedł czas, że nie wszyscy Polacy wyjechali. W kolonii, w której myśmy przebywali, zostały 3 rodziny osadników polskich. Osadnicy byli uzbrojeni i chociaż ich karabiny nie znaczyły wiele wobec przewagi napastników, nie chcieli wyjechać. Mówili, że wolą zginąć u siebie, niż wyjechać do Niemiec. Ci Polacy nam pomagali.

Ukraińcy puścili pogłoskę, że nie będą mordować Żydów ani Polaków. Pracowałem w tym czasie u chłopa ukraińskiego, pasłem krowy, rozmaici banderowcy widzieli mnie i nie robili mi nic złego.

Żydzi ukryci w lesie dowiedzieli się o tym i zaczęli wychodzić z lasu. Okazało się, że pogłoski były tylko zasadzką ze strony banderowców.

Zrobili napad na 3 polskie domy, w których byli także Żydzi, zabili 12 Żydów i 10 Polaków. Weszli do domu, gdzie była moja matka. Jeden stanął przy drzwiach. Mojej matce i kilku innym udało się zbiec, reszta nie próbowała uciekać, gdyż znali Ukraińców, którzy przyszli i nie przypuszczali, że ci chcą ich zabić. Banderowcy kazali ludziom położyć się na ziemi i strzelali do nich z karabinu maszynowego. Ściągnęli ofiarom buty i wszystko, co mieli lepszego na sobie i podpalili dom.

Na drugi dzień matka podeszła do drugiego domu, w któym pracował mój brat. Przed domem znalazła trupa brata i jednej dziewczynki. Nie mogliśmy nawet pochować brata, gdyż Niemcy przygotowali obławę na banderowców. Matka przyszła do mnie i zabrała mnie od chłopa, u którego pracowałem. Był to też banderowiec, i chociaż chciał mnie zatrzymać, nie mieliśmy już do niego zaufania.

Poszliśmy do lasu. Mieliśmy tam krewnych. W tym lesie było około 100 Żydów. Prawie każda rodzina miała swój bunkier wykopany w ziemi. Byli dobrze zaopatrzeni, mieli żyto i kartofle i wogóle żywność; braklo tylko soli i tłuszczu. Zdobyli to wszystko, gdy Polacy wyjechali przed żniwami, nie zabrawszy plonów. Ale my uciekinierzy nie mieliśmy niczego. Dawano nam jedzenie, ale bywałem głodny. Przedtem pracą zarabiałem na jedzenie, również Polacy dawali żywność ze swego gospodarstwa. W lesie Żydzi musieli zaopatrzyć się tak, żeby wystarczyło jedzenia na całą zimę i nie trzeba było wychodzić z lasu, gdy spadnie śnieg, co pozostawiłoby ślady.

Koło nas był oddział polskiej partyzantki. Partyzanci odnosili się do nas dobrze. Śmierci nikt się nie bał.

Żyliśmy jak żołnierze na froncie - dzisiaj ktoś jest, jutro go już nie ma.

Trzy miesiące nie wychodziłem z lasu. Nie wiedzieliśmy co się dzieje na świecie, gdzie jest front. W grudniu słyszeliśmy często kanonadę, ale nie wiedzieliśmy, co ona oznacza. Z końcem grudnia banderowcy urządzili napad na las, Powstał szalony popłoch, wszyscy rozbiegli się boso, nikt nie czekał na drugiego. Banderowcy złapali 20 Żydów i puścili ich, powiedzieli, że Niemców już przepędzili, ze teraz jest ukraińskie prawo i żeby się do nich zgłaszać. Tak chcieli nas znowu dostać w pułapkę.

Wiedzieliśmy jednak już wtedy, z kim mamy do czynienia i podeszliśmy pod tor, aby być bliżej Niemców, którzy nas wtedy i szukali, i których Ukraińcy się bali. Przeżyliśmy najgorsze w ciągu ostatnich 2 tygodni. Uciekliśmy przed banderowcami, zapasów nie mogliśmy zabrać. Nie mogliśmy zapalać ognisk w lesie i marzliśmy. Były wtedy bardzo ostre mrozy. Gdy przebiegł zając albo koza zamieraliśmy ze strachu. W duchy widzieliśmy już kawalerzystów. Pewnego dnia dwóch ludzi poszło na zwiady i w najbliższej okolicy spotkali się ze Sowietami. Było to 20 stycznia 1944 roku."


enfrdeitptrues

 Materace dla Ciebie

Szukaj w serwisie

Statystyki

Odsłon artykułów:
2296748

Odwiedza nas 115 gości oraz 0 użytkowników.

cpr certification online
cpr certification onlinecpr certification onlinecpr certification online