Do Sejmu wpłynęło już trzy projekty uchwał w sprawie: ustanowienia 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian ,Polskiego Stronnictwa Ludowego , Prawa i Sprawiedliwości i Solidarnej Polski. W tym miejscu pragniemy przypomnieć , że opublikowany „List otwarty do Posłów bieżącej kadencji Sejmu RP” został dostarczony pocztą elektroniczną nie tylko do biur klubów parlamentarnych ale również  na sejmowy adres każdego z posłów. Reakcji w/w klubów  raczej nie trzeba komentować ale co do pozostałych musimy niestety ze smutkiem przyznać, że absolutna cisza z ich strony mówi za siebie. Ani jeden z posłów Platformy Obywatelskiej, Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Ruchu Palikota nie zareagował na przesłany list. Do  tych klubów parlamentarnych  ponownie wysłaliśmy zapytanie odnośnie ich stanowiska i do dziś nie mamy żadnej reakcji, przykre.  Nawet w przypadku negatywnego stanowiska wypadałoby spodziewać się jakieś odpowiedzi. Rodzi się pytanie czy to zafascynowanie piłką nożną, czy zgoła cos innego przeszkadza wymienionym w godnym potraktowaniu nadawców przesłanych wiadomości? Słusznie  zatytułował swój artykuł Jacek Dytkowski  „Mobilizacja dla ofiar UPA” (http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20120611&typ=po&id=po11.txt ) bo rzeczywiście musimy zmobilizować nie tylko siły ale i środki. Bardzo trafnie ujął to cytowany w/w artykule poseł z korzeniami kresowymi. Uważamy, że należy przypominać o UPA i innych takich organizacjach działających przeciwko Polsce oraz o tym, co się wydarzyło na Wołyniu. Niestety państwo polskie ma też wiele na sumieniu w zakresie pielęgnowania pamięci o Polakach brutalnie tam mordowanych - mówi poseł Patryk Jaki, rzecznik klubu SP. Wskazuje, że również rządy prawicowe zaniedbały kwestię oddania należnego hołdu pomordowanym. - Warto też czasem taką refleksję podjąć. Przyszła debata nad tą uchwałą powinna być dla nas nauczką, że czasem dobre stosunki z jakimś konkretnym politykiem z sąsiedniego państwa nie mogą być stawiane ponad zbiorową pamięć o masowych mordach na Polakach. Ludzie odpowiedzialni za Polskę powinni w inny sposób ustawiać hierarchię naszych wartości - zaznacza Jaki. Wskazuje, że nie zawsze doraźny interes polityczny musi być najważniejszy. - Jak bowiem pokazuje życie, politycy przychodzą i odchodzą. O Wiktorze Juszczence, byłym prezydencie Ukrainy, nikt już nie pamięta, a sprawa upamiętnienia dla rodzin ofiar ludobójstwa jest niezwykle istotna - mówi poseł SP. Podaje jako przykład 1 marca - Narodowy Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych". - Po jego ustanowieniu informacja o tym w Polsce zaczęła się rozpowszechniać metodą śnieżnej kuli. I dzisiaj w coraz większej ilości małych miast 1 marca są spontanicznie organizowane różne inicjatywy, które przypominają o trudnym losie żołnierzy podziemia antykomunistycznego. Miejmy nadzieję, że jeśli uda się podjąć taką uchwałę w sprawie mordów na Kresach, scenariusz wydarzeń będzie dokładnie taki sam - ocenia parlamentarzysta. Wyraża nadzieję, że dokument zostanie jak najszybciej przyjęty przez Sejm, ponieważ za rok przypada okrągła, 70. rocznica ludobójstwa nacjonalistów ukraińskich popełnionego na Kresach Południowo-Wschodnich. "Niestety, nadal na kartkach historii przemilcza się lub spłyca ten barbarzyński fakt rzezi obywateli polskich, w tym dzieci i starców, dokonanych przez OUN [Organizację Ukraińskich Nacjonalistów - przyp. red.] - UPA, której początkiem kulminacji na Wołyniu był dzień 11 lipca 1943 r. O tym fakcie bestialstwa, a szczególnie jego ofiarach, w imię elementarnej przyzwoitości nie wolno nam zapominać" - głosi uzasadnienie do projektu uchwały. Czytając ten tekst widać, że są posłowie którym nie brakuje ani wiedzy, ani chęci we wsparciu naszej wspólnej sprawy. Na jedno warto jednak zwrócić uwagę i to nie tyle posłowi Patrykowi Jakiemu ale szczególnie tym obojętnym, że w tym  przypadku „efekt śnieżnej kuli” ma zupełnie inny kierunek a mianowicie może zamienić się w „efekt lawiny”. Małe i duże miejscowości co roku w coraz większej liczbie świętują nie tylko rocznicę  „11 lipca” ale dziesiątki rocznic wymordowanych w okrutny sposób i spalonych miejscowości na Wołyniu i Kresach Południowo Wschodnich. Mimo, że świadkowie umierają pamięć pozostaje i narasta bo w sercach pokoleń kresowych wciąż tli się ból. Tym obojętnym warto uświadomić, że w Katyniu Kresowianie złożyli pierwszą ofiarę, później trafiali na Sybir a w końcu ginęli od siekier i wielu wymyślnych narzędzi z rąk nacjonalistów ukraińskich. Żelazem i ogniem potraktowano potomków powstania styczniowego, legionistów Piłsudskiego i twórców kultury polskiej na Kresach. Można by tu stworzyć bardzo długą listę ludzi dzięki którym dzisiejszym politykom wygodnie się siedzi na swoich fotelach. Historii należy pilnować,  naród, który zapomina o swojej historii, przestaje być narodem ...powiedział kiedyś Ojciec Święty. Zrozumiałe, że te słowa nie docierają do niektórych formacji ale pozostaje jeszcze zwykła przyzwoitość i odrobina honoru. Do tego właśnie się odwołamy, jeżeli będziemy zmuszeni do napisania „Listu otwartego” zaadresowanego do posłów niezainteresowanych lub nie posiadających dostatecznej wiedzy. Z tego samego powodu  będziemy  popularyzować wiedzę o historii Kresów której nadal nie ma w szkołach i w mediach publicznych. Gehenna kresowych Polaków, ofiar zbrodni wołyńsko-małopolskiej, w której ludobójcze akcje pochłonęły na całym obszarze ich dokonywania przez OUN-UPA, nie tylko na Wołyniu, 130 tys. śmiertelnych ofiar, tysiące sierot, ludzi okaleczonych fizycznie i psychicznie, zmarłych z ran i w wyniku nieludzkich warunków spowodowanych przez nacjonalistów ukraińskich – nadal nie jest odpowiednio traktowana przez państwo polskie. Wciąż mamy „gorsze” i „lepsze” ofiary zbrodniczych ideologii. Po kilkudziesięciu latach należytego miejsca w narodowej pamięci słusznie doczekały się ofiary katyńskie. Niestety, ofiary zbrodni OUN-UPA są dla niepodległego państwa polskiego nieistotne. Rząd ukraiński ma własne stanowisko w sprawie Wołyńskiej Tragedii, które może być zdefiniowane przez formułę "Przebaczamy i prosimy o przebaczenie". Jeżeli taka formuła  będzie popierana także przez rząd polski to będzie oznaczało, że dostaniemy jako Polacy w twarz i to od własnej władzy. Do tego nie można w żaden sposób dopuścić. Na takie rozwiązanie nie może być zgody od szanujących się Polaków. W Polsce nikt nie ma prawa schlebiać "strażnikom ognia OUN" na Ukrainie i społeczności ukraińskiej w Ameryce Północnej. Nie wolno wprowadzać w błąd społeczeństwa, tu należy mieć cywilną odwagę i sprawiedliwą ocenę historii, która ofiarom tych makabrycznych rzezi się po prostu od nas - współczesnych Polaków i Polski jako państwa - należy. Przez kilkadziesiąt lat milczenia o tej zbrodni dziś spoczywa na nas obowiązek przypominania o losach Polaków na Kresach i dbania, by prawda nie została zafałszowana, ani wykorzystana do politycznych doraźnych rozgrywek. Historię czas poznać a ofiarom oddać hołd a zbrodniarzy potępić - i ułożyć dobre stosunki z Ukrainą. Taka jest racja stanu Polski. Chowanie głowy w piasek to tchórzostwo i upokarzanie Polaków. Barbarzyństwo, ludobójstwo ukraińskie połączone było  ze stosowaniem najbardziej barbarzyńskich tortur. Chodzi tu o sięgające XVII i XVIII w. tradycje powstania Chmielnickiego , stosowane już wtedy; rąbanie ofiar siekierami, wrzucanie rannych do studni, przeżynanie piłą, wleczenie koniem, wydłubywanie oczu, wyrywanie języków . Takich barbarzyńskich czynów Niemcy, a nawet sowieci nie dokonywali. U sowietów  Niemców ,nie miało miejsca mordowanie połączone z obcinaniem czy wyrywaniem części ciała, przepiłowywaniem, rozpruwaniem brzuchów i wywlekaniem wnętrzności. Natomiast w przypadku ludobójstwa ukraińskiego praktycznie wszystkich Polaków, którzy wpadli w ręce siepaczy - mordowano. Obok dominującej na scenie banderowskiej Ukraińskiej Powstańczej Armii i konkurencyjnych formacji bulbowców i melnykowców oraz stworzonej przez Niemców w drugiej połowie 1941 r. policji ukraińskiej (która w początkach 1943 r. zdezerterowała), zwłaszcza przy większych ludobójczych akcjach, uczestniczyły w nich również w sumie dziesiątki tysięcy lokalnych ukraińskich chłopów, w tym tzw. Somooboronni  Kuszczowi  Widdiły ( wiejskie oddziały "samoobrony", siły pomocnicze UPA w ludobójstwie na Polakach), sąsiedzi, bandy uzbrojone w siekiery, widły. Mało tego, towarzyszyły im czasem kobiety, wyrostki, a nawet dzieci ukraińskie, zajmujący się masowym rabunkiem mienia, podpaleniami i dobijaniem rannych Polaków. Działo się tak mimo nieraz wzajemnej wieloletniej rzekomej przyjaźni, czy wręcz istniejących w stosunku do pewnych Polaków długów wdzięczności. Ludobójstwo ukraińskie związane było z "taktyka spalonej ziemi". Po zrabowaniu ruchomości i inwentarza zamordowanych Polaków, ich budynki byty przeważnie palone. Niszczono  budynki publiczne, szkoły, remizy strażackie, polską kulturę, zabytki, polskie dwory, kościoły, cmentarze. Dlatego dziś polską obecność na Wołyniu znaczą szlaki krzyży , walające się kości po kołchoźnych polach czy pozamykane na głucho studnie, miejsca dawnych zbrodni na Polakach. Są też i lasy czy uroczyska, gdzie żaden ptak nie śpiewa, miejsca tętniące kiedyś gwarem mowy polskiej. Warto o tym pomyśleć i zastanowić się przed zbliżającą się debatą sejmową. To jest historia „gorszych” ofiar zbrodniczej ideologii nacjonalizmu ukraińskiego nadal czekających upamiętnienia. Rafał A. Ziemkiewicz w artykule „Myśmy wszystko zapomnieli” (RZECZPOSPOLITA  26 IV 2008 http://www.rp.pl/artykul/125944.html ) napisał między innymi: Zasadniczy błąd naszego postępowania polega jednak na tym, że nacjonaliści upowszechniający mit bohaterskiej UPA nie zbudują dobrych stosunków z Polską ani z całą Europą. Historyczne krzywdy Polaków mało świat obchodzą, ale już z pamięcią Holokaustu, który ma swoją straszną ukraińską kartę, jest inaczej. Obecność w życiu politycznym Ukrainy pogrobowców Bandery to wymarzony argument dla Rosji i wystarczający powód zatrzaśnięcia przed Ukrainą drzwi do Unii Europejskiej i NATO, czemu podobno chcemy przeciwdziałać. Tchórzliwe chowanie się za frazesami o wzajemnych winach i “tragicznych wydarzeniach” nie prowadzi do niczego. Jedynym ich skutkiem jest to, że gdy w wolnej już Polsce zapalimy dziś ofiarom Wołynia rocznicowe znicze, towarzyszyć temu powinna nie tylko żałoba, ale także palący wstyd za sprzeniewierzenie się pamięci ich męczeństwa. Cytowany fragment  tekstu, nic a nic nie stracił na swojej aktualności bo posługując się piłkarską terminologią nasze władze nadal uparcie zmierzają do strzelenia ,przy okazji obecnego Euro, „samobójczego gola”. Kto chociaż trochę zna historię stosunków polsko - ukraińskich wie, że mieliśmy już podobne sytuacje w minionych czasach. Najwyższy czas na wyciągnięcie wniosków i przede wszystkim na uhonorowanie ofiar fatalnej polityki Rzeczypospolitej. Kontynuacja władzy do tego obliguje. Polska reprezentacja piłkarska przegrała już swój udział w obecnym Euro i teraz rozpocznie się roztrząsanie kto jest winien zaistniałej klęsce i rozczarowaniu kibiców.  Czy to jest tylko wina samych piłkarzy? Nie wchodząc w fachową ocenę sytuacji śmiało można powiedzieć, że nasza reprezentacja nie została w dostateczny sposób przygotowana do wydarzenia w którym musiała uczestniczyć. Podobnie było z Polakami którzy reprezentowali Rzeczpospolitą na Kresach. Różnica polega na tym, że piłkarze polegli bezkrwawo w sportowej rywalizacji a Kresowianie tracili życie dlatego, że byli Polakami. O ile przed sportowcami są następne szanse to ofiarom z Kresów ciągle odmawia się upamiętnienia. Mamy nadzieję, że trwające nadal mistrzostwa w piłce nożnej, bez naszej reprezentacji, nie przysłonią polskiej racji stanu czyli uchwalenia przez naszych parlamentarzystów  dnia „11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian”.

Porozumienie Pokoleń Kresowych