KŁAMSTWA HISTORYCZNE TZW. EWKI KUREK

OD ŻYDOBOLSZEWIZMU DO ŻYDOBANDERYZMU

EWKA KUREK - ANTYPOLSKIE LOBBY ŻYDOWSKIE

WEDŁUG KUREK POLACY NOSILI OPASKI ŻYDOWSKIE Z GWIAZDĄ DAWIDA

Ewa Kurek historyczka monotematyczna zajmująca się wyłącznie stosunkami żydowsko-polskimi, w sposób niewybredny zaatakowała pisarzy polskich Waldemara Łysiaka i Aleksandra Szumańskiego, którzy w swoich publikacjach piętnują poczynania historycznego zbrodniczego banderyzmu - band mordujących obywateli polskich na Kresach II Rzeczypospolitej, jak również neobanderyzmu, panoszącego się na graniczącej z Polską Ukrainie, przede wszystkim w osobie prezydenta Ukrainy  Walzmana (Petro Petroszenki).

Aleksander Szumański w jednym ze swoich tekstów przekazał paradoks współczesnego ukraińskiego antysemityzmu prezydenta Ukrainy Żyda Walzmana - Petroszenki i żydowskiego - banderowskiego rządu Arsenija Jaceniuka w urządzania pogromów Żydów na Ukrainie:

"Bij Żyda ze zbrodnią ukraińsko-niemiecką w tle". Patrz http://niepoprawni.pl/blog/2218/bij-zyda-ze-zbrodnia-ukrainsko-niemiecka-w-tle

EWA KUREK ZWOLENNICZKA STRONNICTWA AMERYKAŃSKO - ŻYDOWSKIEGO I KÓŁ BANDEROWSKICH W POLSCE.

Do tego amerykańskiego, żydowskiego antypolskiego towarzystwa, dołączyła "polska historyk" Ewa Kurek  szkalująca niewybrednymi kłamstwami historycznymi i pomówieniami personalnymi na łamach „Warszawskiej Gazety” ; 3-9 X 2014,  Waldemara Łysiaka i Aleksandra Szumańskiego, 84 letniego świadka historii ze Lwowa.

Ewa Kurek, monotematyczna pisarka o  stosunkach polsko-żydowskich, dołączyła do źródeł  ataków neobanderowskich nacjonalistów ukraińskich kierowanych przez żydowskiego prezydenta Ukrainy Walzmana - (Petro Petroszenki), żądających dla Polaków "drugiego Katynia" i twierdzących: "myśmy za mało was polskije sobaki (psy) powywieszali".

Taką ahistoryczną postawą Ewa Kurek, nie bacząc na odrodzony na Ukrainie neobanderyzm, neguje historyczne zbrodnie ukraińskich nacjonalistów OUN -UPA dokonane na 200 tysiącach Polakach, Żydach, Niemcach, Rosjanach, Ormianach, Czechach, Ukraińcach i innych obywatelach II RP.

EWA KUREK - KOMENTARZ MIECZYSŁAWA SYLWESTRA KAZIMIERZAKA

OD ŻYDOBOLSZEWIZMU DO ŻYDOBANDERYZMU

Mieczysław Sylwester Kazimierzak

https://www.facebook.com/mieczsilver?fref=ts

„Ewa Kurek, mająca swoją stronę na facebook, wszystko wskazuje, że okazuje się być zwolenniczką STRONNICTWA AMERYKAŃSKO - ŻYDOWSKIEGO.

Swoistym testem był jej stosunek do Feliksa Konecznego i jego książki "CYWILIZACJA ŻYDOWSKA”.

"Nie  można również wykluczyć, że będzie polskie zbliżenie STRONNICTWA AMERYKAŃSKO-ŻYDOWSKIEGO i PRUSKIEGO w ramach podziału jakiego dokonał Stanisław Michalkiewicz.

To może dokumentować zdolność do przewrotności wpisaną w CYWILIZACJĘ PODWÓJNEJ MORALNOŚCI to jest od ŻYDOBOLSZEWIZMU do ŻYDOBANDERYZMU. Można jeszcze dodać, że to w ramach handlowania wojną i pokojem".

EWA KUREK ŻYDOWSKA MONOTEMATYCZNA PUBLICYSTKA I AUTORKA

AHISTORYCZNYCH KSIĄŻEK

Ewa Kurek, żydowska monotematyczna b. publicystka „Warszawskiej Gazety” w sprawie stosunków polsko – żydowskich na przestrzeni dziejów i współcześnie, jest zarazem orędowniczką stronnictwa amerykańsko żydowskiego t. zw. lobby żydowskiego w USA, antypolskiego od zarania, żądającego m.in. od Polski, jak wielokrotnie wspomniałem, 65 miliardów dolarów amerykańskich tytułem restytucji mienia pożydowskiego po II wojnie światowej.

Na stronie internetowej "Światowego Kongresu Żydów" został zamieszczony artykuł Menachema Rosensafta, nowojorskiego prawnika, wzywający Amerykanów pochodzenia żydowskiego do bojkotu Polski, polegającego na wstrzymaniu wydawania dolarów w Polsce, ponieważ nie została dotąd rozwiązana kwestia restytucji w Polsce mienia żydowskiego.

Szef tej organizacji Michael Schneider uważa jednak, że najpierw należy prowadzić w tej sprawie rokowania z polskim rządem, czyli domyślnie dopiero potem bojkotować Polskę.

Mamy nadzieję na szybkie i pomyślne decyzje rządu polskiego w sprawie uchwalenia odpowiedniej ustawy o restytucji mienia żydowskiego w Polsce, tym bardziej, iż problem ten wisi nad Polską od czasu zakończenia II wojny światowej – przekonuje Schneider.

Takie argumenty przedstawił oficjalnie kilka tygodni temu Światowy Kongres Żydów. Stanowisko tej wpływowej organizacji poparł również rząd Stanów Zjednoczonych wzywając oficjalnie polskie władze do restytucji mienia żydowskiego.

Owe nieformalne grupy żydowskie, niezarejestrowane w sądach powszechnych zwane lobby żydowskim w USA popiera prezydent USA Barack Obama oraz Hilary Clinton, kandytatka na prezydenta USA.

Całkowicie zostały zignorowane ustalenia, iż restytucja mienia pozostawionego w Polsce przez osoby, które później otrzymały obywatelstwo amerykańskie została uregulowana przez układ z 16 lipca 1960 roku.

Stroną zobowiązaną do zaspokojenia roszczeń obywateli amerykańskich wobec rządu polskiego, pochodzących sprzed tej daty jest rząd amerykański.

Obowiązki państwa polskiego do restytucji mienia utraconego przez obywateli polskich na terenie przejętych przez Litwę, Białoruś i Ukrainę terenów II Rzeczypospolitej zostały określone w Układach republikańskich z 1944 roku.

W tej sytuacji niegodne jest, aby taka osoba jak Ewa Kurek, sprzyjająca antypolskim interesom Żydów amerykańskich, publikowała w Polsce na łamach patriotycznej „Warszawskiej Gazety”,  lobbując jednocześnie na rzecz antypolonizmu amerykańskich Żydów i banderowskiej Ukrainy.

Oczekuję zajęcia odpowiedniego stanowiska przez redaktora naczelnego „Warszawskiej Gazety” Pana Piotra Bachurskiego, osoby znanej ze swojego patriotyzmu.

Takie stanowisko zajęły również środowiska kresowe, w tym redakcja "Kresowego Serwisu Informacyjnego", którego jestem redaktorem.

BANDERYZM  WSPÓŁCZESNY NA UKRAINIE - EWA KUREK W ATAKU NA ALEKSANDRA SZUMAŃSKIEGO I WALDEMARA ŁYSIAKA

EWA KUREK "O POZIOM I KULTURĘ DYSKUSJI"

"WARSZAWSKA GAZETA" NR 40 3-9 PAŹDZIERNIKA 2014 r.

"Sztukę prowadzenia dyskusji i dochodzenia do prawdy przez ukazywanie sprzeczności w sposobie myślenia rozmówcy lub przez obalanie zaprzeczeń dowodzonych tez, w starożytności i średniowieczu określano mianem dialektyki (Sokrates, Platon, Arystoteles, Abelard). Jeśli mianem dialektyki określimy głosy Aleksandra Szumańskiego i Waldemara Łysiaka krytykujący polemikę Dawida Wildsteina , w której Szumański nazywa Wildsteina “żydowskim dziennikarzem” , to należy stwierdzić, że Szumański, eksponując w tytule krytyki ewentualną narodowość Wildsteina, popełnił pierwszy kardynalny błąd.

Błąd Szumańskiego i Łysiaka polega na tym, że wiedza o korzeniach narodowych Wildsteina ma się nijak do przedmiotu sporu, czyli w żaden sposób nie przyczynia się do obalenia lub potwierdzenia głoszonych przez niego tez na temat stosunków ukraińsko-polskich Anno Domini 2014. Ma się także nijak do rozstrzygnięcia sporu pomiędzy Wildsteinem i Łysiakiem. Bo niby w jaki sposób do obiektywnej prawdy może nas przybliżyć fakt, iż odlegli przodkowie Wildsteina byli Żydami? Wszak w dyskusji nad obecnym stanem stosunków polsko-ukraińskich ewentualni polscy przodkowie Łysiaka i ewentualni żydowscy przodkowie Wildsteina nie są w stanie ukazać nam niezbędne dla prawidłowej dysputy sprzeczności w sposobie myślenia obu panów z prostej przyczyny: zgodnie z naturą przodków, dawno odeszli w zaświaty.

Popełniony przez Aleksandra Szumańskiego i Waldemara Łysiaka pierwszy kardynalny błąd dowodzi, że autorzy krytyki stosują znaną z PRL i stosowaną do dziś w środowiskach postkomunistycznych zasadę, że jeśli brak argumentów merytorycznych, zawsze można powiedzieć lub napisać, że adwersarz nie ma racji, bo jest katolikiem, wegetarianinem, Żydem lub nosi zielone skarpetki. Dlatego Aleksander Szumański i Waldemar  jeśli chce w przyszłości zabierać głos w jakiejkolwiek dyskusji, winien wpierw przyswoić sobie dobre zasady starożytnej dialektyki, według których dyskusja ma sens tylko wtedy, gdy ma charakter merytoryczny, czyli dotyczy ściśle rozstrzyganej kwestii.

Nazwanie Dawida Wildsteina „żydowskim dziennikarzem” odsłania także inne braki wiedzy Aleksandra Szumańskiego i Waldemara Łysiaka. Wytaczając najcięższe armaty, trzeba przypomnieć autorom krytyki, że Feliks Dzierżyński był Polakiem, zaś Berek Joselewicz był Żydem. Co zrobił ze swą polskością Feliks Dzierżyński, wie każdy – o tym, że pułkownik Berek Joselewicz oddał za Polskę swe żydowskie życie, Aleksander Szumański i Waldemar Łysiak zapewne nie wiedzą lub wiedzieć nie chcą. Przywołanie pamięci Dzierżyńskiego i Joselewicza winno przypomnieć, że od kiedy sięga polska pamięć historyczna, to nie płynąca w żyłach krew decydowała o obywatelstwie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, lecz uczynki względem niej konkretnego człowieka. Nie znam dalekich przodków Dawida Wildsteina – wiem natomiast, że jego ojciec Bronisław Wildstein zachował się w czasach komunizmu przyzwoicie. O postawie pana Aleksandra Szumańskiego w tamtych czasach wiedzy nie posiadam.

Na pozór nazwanie kogoś żydowskim lub polskim dziennikarzem nie jest obrazą. Nie jest wszak obrazą być Polakiem, Żydem, Chińczykiem itd. Aleksander Szumański doskonale jednak wie, że w Polsce – ze względu na fakt znaczącego udziału polskich Żydów w kreowaniu i rozpowszechnianiu po 1944 roku medialnych kłamstw – nazwanie kogoś żydowskim dziennikarzem oznacza bezprawne i nie oparte na faktach dyskredytowanie osiągnięć zawodowych i sprowadzenie dyskusji na manowce oraz poziom uwłaczający godności szanujących się ludzi pióra.

W kwestii stosunków polsko-ukraińskich, logika faktów dowodzi, że racja leży po stronie Dawida Wildsteina. Dlatego, iż ten rzekomo(?!) „żydowski dziennikarz” – w odróżnieniu od przydających sobie miano polskiego dziennikarza Aleksandra Szumańskiego i polskiego pisarza Waldemara Łysiaka – doskonale rozumie otaczającą nas rzeczywistość w sensie długiego historycznego trwania (obowiązku kontynuacji jagiellońskiej koncepcji polityki wschodniej) oraz bieżących wydarzeń (marginalnego wymiaru 2% (?!) poparcia dla ukraińskiego Prawego Sektora). Rozumie także, że podsycanie nienawiści pomiędzy Polakami i Ukraińcami leży dziś i zawsze leżało jedynie w interesie Rosji. Publikacje Aleksandra Szumańskiego i Waldemara Łysiaka dowodzą natomiast, że bardziej sobie cenią „mądrość” Putina niż mądrość Jagiellonów: królów Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta. W tej sytuacji reszcie myślących Polaków nie pozostaje nic innego, jak wspierać „żydowskiego dziennikarza” Dawida Wildsteina. O przyszłości Polski zadecyduje bowiem nie płynąca w żyłach krew naszych przodków, lecz roztropność i mądrość każdego z nas".

Opublikowano w “Warszawskiej Gazecie” 3-9 X 2014

Odpowiedz

Jonasz

13 października 2014 o 08:35  (Edytuj)

Pani Kurek dużo wie na temat Żydów, ale to nie daje jej prawa do tego typu ocen. Np gdyby ktoś napisał: ” …polski dziennikarz itd….” to byłby antypolonitą !? Przecież to tylko standardowa informacja o autorze – dziwne, ze takie rzeczy trzeba niektórym tłumaczyć. Tego typu stwierdzenia są żenujące i z gruntu fałszywe. Kiedyś słuchałem prelekcji pani Kurek i jej reakcji na zadane pytanie o mordzie w Jedwabnym i prowokacji kieleckiej. Pani Kurek powiedziała, że ona jako historyk się tym nie zajmujechociaż nie omieszkała bąknąć coś o kilku tysiącach ofiar słynnej na cały świat stodoły co jak już dawno wiadomo było żydowskim fałszem. I tu zapaliło mi się czerwone światełko: Czy można zajmować się stosunkami polsko-żydowskimi bez Jedwabnego i Kielc ?

Patrz http://aleksanderszumanski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1261&Itemid=2

NOWE "CAMPO DI FIORI"  EWY KUREK

Oszczerstwem wobec Polaków nazwał prof. Stanisław Trepka wiersz Miłosza „Campo di Fiori”, w którym ten poeta szydzi z nas, że podczas okupacji, gdy Niemcy mordowali Żydów w getcie warszawskim, to Polacy beztrosko, przy muzyce bawili się na karuzeli obok getta.

Trepka podaje fakty i to liczne, że sytuacja wyglądała odwrotnie niż podaje Miłosz, bo chociaż karuzela należała do folksdojcza, to w czasie walk w getcie była nieczynna, a opór zbrojny getta był możliwy dzięki zaopatrzeniu w broń przez polskie podziemie.

Tysiące Żydów uciekających z getta uratowali Polacy, narażając życie własne i rodzin. Prawdę tę potwierdzają opracowania naukowe o okupacyjnej Warszawie Tomasza Szaroty.

Ewa Kurek pisze:

"W pierwszych latach wojny Polacy w Warszawie żyli w ciągłym strachu przed łapankami i egzekucjami. A Żydzi w getcie się bawili. Mieli co świętować. W końcu żyli w "autonomicznej prowincji", którą wynegocjowali od Niemców.

Do takich wniosków doszła "historyczka" Ewa Kurek.

Ewa Kurek zawarła swe ustalenia w książce „Poza granicą solidarności. Stosunki polsko-żydowskie 1939-1945” wydanej w tym roku (2014) przez Wyższą Szkołę Umiejętności w Kielcach, gdzie autorka wykłada.

Doszła do nich - pisze - analizując przede wszystkim żydowskie źródła: wspomnienia, kroniki i relacje.

Najczęściej powołuje się na Adama Czerniakowa, prezesa Judenratu - Żydowskiej Rady Starszych w getcie warszawskim - i "Kronikę warszawskiego getta" Emanuela Ringelbluma - twórcy konspiracyjnego archiwum w getcie.

Zwłaszcza dzienniki - uważa - „nie pozostawiają cienia wątpliwości”, że getta „w istocie rzeczy były zbudowanymi w latach 1939-1942 przez polskich Żydów za zgodą okupujących polskie ziemie Niemców autonomicznymi prowincjami żydowskimi”.

Żydzi „po raz pierwszy od ponad dwóch tysięcy lat zbudowali zręby struktur żydowskiej państwowości”.

Są to oczywiste kłamstwa historyczne Ewy Kurek, ponieważ getta niemieckie w okupowanej Polsce Niemcy jedynie ogrodzili od tzw. stron aryjskich miast i miasteczek murami, zasiekami, lub ogrodzeniami. Żadnego budowania gett w okupowanej Polsce nie było! Getta skupiające ludność polską pochodzenia żydowskiego zamieszkiwały osoby w istniejących budynkach (kamienicach).

Według Kurek w pierwszych latach okupacji najbardziej zagrożeni byli Polacy, Żydzi zaś delektowali się „autonomiami i izolacją gett".

Jest oczywiste to następne kłamstwo Kurek, ponieważ Żydzi stłoczeni w kamienicach oddzielonych od części aryjskiej zasiekami, czy też murami, nie posiadali podstawowych środków do życia i byli pałowani niemiłosiernie przez policję żydowską powołaną przez Judenraty (gminy żydowskie), nie mogli więc "delektować się autonomiami i izolacją gett"

Głodnych wprawdzie i chłodnych, ale z wolną sobotą, żydowskimi tramwajami, własną pocztą, policją teatrami, restauracjami”; „na przełomie 1941/1942 roku czuli się za wzniesionymi przez siebie murami bezpiecznie i otwarcie mówili:

"Nie chcemy zbratania z Polakami”, co stanowi następne historyczne kłamstwo Ewy Kurek, (...)ponieważ Polskie Państwo Podziemne wspomagało Żydów w gettach, nie tylko jedzeniem, ale też i bronią przed wybuchem powstania w getcie warszawskim(...)

W latach 1939-42 Warszawa poza gettem „była ponura i smutna. Żyła w niej ludność zaszczuta niemieckimi łapankami, egzekucjami i wywózkami do obozów koncentracyjnych”.

NASTĘPNE KŁAMSTWA EWY KUREK

Kurek cytuje "Kronikę warszawskiego getta " Emanuela Ringelbluma:

W "Melody Palace" odbyła się zabawa karnawałowa z konkursem na najpiękniejsze nogi. Getto tańczy”; „Policjanci żydowscy (...) wypełniają najelegantsze lokale (w towarzystwie) pięknych kobiet. (...) Ich eleganckie, lśniące, wysokie buty oficerskie imponują - jak widać - kobietom” (zapis z 1941 r.)".Tyle "historyk" Ewa Kurek.

A co naprawdę pisze m.in. Emanuel Ringelblum:

ŻYDOWSKI HISTORYK EMANUEL RINGELBLUM "POLICJA" "KRONIKA WARSZAWSKIEGO GETTA" STR. 426 - 427

"Policja żydowska miała bardzo złą opinię jeszcze przed wysiedleniem.

Dno podłości osiągnęła ona jednak dopiero w czasie wysiedlenia.

Nie padło ani jedno słowo protestu przeciwko odrażającej funkcji, polegającej na prowadzeniu swoich braci na rzeź. Policja była duchowo przygotowana do tej brudnej roboty i dlatego gorliwie ja wykonywała. Obecnie mózg sili się nad rozwiązaniem zagadki: jak to się stało, że Żydzi -  przeważnie inteligenci, byli adwokaci - sami przykładali rękę do zagłady swych braci.

Jak doszło do tego, że Żydzi wlekli na wozach dzieci i kobiety, starców i chorych, wiedząc, że wszyscy idą na rzeź - zło które dopomogło im wymordować 300 tysięcy Żydów. Okrucieństwo policji żydowskiej było bardzo często większe niż samych Niemców, Ukraińców z Legionu Ukraińskiego, Łotyszów. Niejedna kryjówka polska (ukrywająca Żydów na tzw. aryjskich papierach - dopisek Aleksander Szumański) została nakryta przez policję żydowską, która zawsze chciała być plus catolique que le pape, by przypodobać się okupantowi. Ofiary które znikły z oczu Niemca wyłapywał policjant żydowski. (Nakryci Żydzi byli na miejscu mordowani lub wysyłani do komór gazowych, natomiast Polacy, którzy ukrywali Żydów na miejscu byli mordowani - dopisek Aleksander Szumański)...Dziesiątki, a może nawet setki Żydów skazali w ciągu dwóch godzin na śmierć żydowscy policjanci. Tych którzy nie mieli pieniędzy dla policji żydowskiej na wykupienie się policjanci żydowscy zaciągali do wagonów lub do kolumny udającej się na Umschlagplatz.

Umschlagplatz (niem. plac przeładunkowy) – nieistniejąca rampa kolejowa przy ulicy Stawki 4/6 w Warszawie, która wraz ze znajdującymi się w jej sąsiedztwie budynkami była wykorzystywana w latach 1942–1943 jako miejsce koncentracji Żydów z warszawskiego getta przed wywiezieniem ich do obozu zagłady w Treblince oraz obozów w dystrykcie lubelskim.

Jüdischer Ordnungsdienst (dosł. Żydowska Służba Porządkowa, potocznie policja żydowska albo tzw. odmani) – w okresie II wojny światowej podległe częściowo Judenratom, kolaborujące z nazistowskimi Niemcami, żydowskie jednostki policyjne wewnątrz gett, obozów pracy oraz obozów koncentracyjnych.

Jüdischer Ordnungsdienst było wykorzystywane do rekwizycji, łapanek, eskortowania przesiedleńców oraz akcji deportacyjnych.

Ale według "historyka" Ewy Kurek istotną sprawą była "zabawa karnawałowa w "Melody Palace" z konkursem na najpiękniejsze nogi.

Hańba dla tej pani.

http://radio.radiopomost.com/publicystyka/3581-banderowska-szkola-klamstwa-z-ewa-kurek-i-ukrainska-gazeta-w-tle

Opracował Aleksander Szumański "Głos Polski" w Toronto