Bolszewicka nawałnica wkraczająca do Polski 17 września uderzyła w będące ostoją polskości na Kresach dwory. Dla bolszewików jednym z głównych celów była eksterminacja elity polskiej, której ziemiaństwo było częścią. Mieszkańcy Kresów do dziś pamiętają dzień sprzed 73 lat - 17 września 1939 r. wypadł w niedzielę. Jak co tydzień zgromadziliśmy się w położonej przy zamku kaplicy. W pewnym momencie po dachu zagrzechotały kule. Wskoczyliśmy pod ławki, kaplica została ostrzelana przez samolot, który przyleciał ze Wschodu. W ten sposób dowiedzieliśmy się, że Związek Sowiecki zadał Polsce cios w plecy - opowiada „Rzeczpospolitej” Jan Dowgiałło. Dla ziemiaństwa wspomnienie wkraczających czerwonoarmistów wciąż pozostaje żywe. - Przez pierwsze dwa dni przed bramą przelewała się szara rzeka bolszewickiej piechoty. Co to była za zbieranina! Nieobrębione szynele, karabiny na sznurkach. Do dziś pamiętam unoszący się nad nimi fetor. Pot, bród, nieprzetrawiony alkohol - wspomina Dowgiałło. On i jego rodzina mieszkała w zamku w Nowomalinie na Wołyniu. 12 km od Ostroga, 5 km od granicy ze Związkiem Sowieckim. Ojciec Jana Dowgiałło został aresztowany przez sowiecką bezpiekę. NKWD zamordowało go wiosną 1940 roku a ciało zostało najprawdopodobniej pogrzebane w masowej mogile w podkijowskiej Bykowni. Zamek został splądrowany przez bolszewików, a na przełomie 1943 i 1944 roku wysadzili go w powietrze Niemcy. Wielu z ziemian podejmowało decyzję o opuszczeniu majątków i chroniło się w okupowanej przez Niemców Warszawie. Dwory padały łupem sowieckiego najeździ i ukraińsko-białoruskiej czerni. Bolszewicy w swojej rewolucyjnej „pracy” liczyli na polskich chłopów. Mimo aktywnej agitacji chłopi nie garnęli się do nowej rabacji. Wręcz przeciwnie, wielu z nich brało aktywny udział w obronie mieszkańców dworu i ich dobytku. Jeżeli dochodziło do mordów, to ich sprawcami byli na ogół miejscowi przestępcy. Los taki spotkał między innymi rodzinę Skirmunttów. Rodzeństwo Bolesław, Roman i Helena Skirmunttowie zostali zamordowani przez zrewoltowane chłopstwo białoruskie 17 września w majątku Porzecze. Równie tragicznie sowiecka napaść skończyła się dla Henryka i Marii Skirmunttów mieszkających w Mołodowie. Ten ostatni mord był wyjątkowo brutalny - rodzeństwo zostało uprowadzone i zakopane żywcem. 19 września grupa Ukraińców zamordowała Kazimierza Harsdorfa, właściciela dóbr w województwach stanisławowskim i tarnopolskim. Straszliwie skatowany nożami i kijami skonał ukryty pod łóżkiem w chłopskiej chacie w majątku Leszczańce. Jednak głównymi sprawcami zbrodni byli sami bolszewicy. Wobec polskiego ziemiaństwa stosowali te same bestialskie metody jakie 20 lat wcześniej podczas rewolucji stosowali wobec rosyjskiej szlachty. Michał Krasiński, właściciel majątku Bojary w województwie grodzieńskim, został aresztowany przez sowieckich żołnierzy i rozstrzelany na skrzyżowaniu polnych dróg. Jego ciało wrzucono do rowu melioracyjnego i długo nie pozwalano pogrzebać. Stanisław Gelewski, obrońca Lwowa z 1918 roku, właściciel majątku Szumlany Wielkie w województwie tarnopolskim, został osądzony przez sąd doraźny NKWD w chacie miejscowego sołtysa. Oskarżenie: gnębienie chłopów. Wyrok: śmierć. Zabity na miejscu. Pochował go na podwórku sołtysa wierny sługa. Helena Brzozowska, mieszkająca w majątku Górnofel w województwie nowogrodzkim, została utopiona w studni wraz z kilkuletnią córką. - Ci właściciele ziemscy, którzy przetrwali pierwszą falę mordów, zostali aresztowani i zamordowani podczas operacji katyńskiej. Inni trafili do łagrów. Po 17 września świat kresowych dworów przestał istnieć - powiedział prof. Krzysztof Jasiewicz. Według jego obliczeń Sowieci podczas II wojny światowej zamordowali 1897 polskich ziemian.

Źródło: "Rzeczpospolita"

luk

Czytaj więcej: http://www.pch24.pl/czerwona-apokalipsa-polskiego-ziemianstwa,5889,i.html#ixzz26pWeBHbY