W Zbarażu, do czasów II Wojny Światowej, żyły zbiorowiska trzech narodowości: polskiej, ukraińskiej i żydowskiej. W części południowo-zachodniej miasta, na Przedmieściu Tarnopolskim, zlokalizowana była ulica Długa. Jej nazwa, z czasów być może  zaboru austriackiego, zmieniała się wraz z biegiem historii na ulicę Kościuszki - w okresie międzywojennym, Karla Marksa - za Sowietów, jeszcze inaczej za okupacji niemieckiej, w zależności od sytuacji politycznej ziemi zbaraskiej. Na ulicy Długiej mieszkali przeważnie drobni posiadacze ziemi - chłopi, z jednego końca ulicy raczej narodowości polskiej, z drugiego, zwanej Kątem, w większości  narodowości ukraińskiej. Były jednak również wyjątki: ludzie o innej profesji, zamożności oraz różnego pochodzenia. Cała ulica miała charakter wioski krytej strzechą; gospodarstwa otoczone były sadami i ogrodami, a dalej laskami. Nawierzchnia ulicy wykonana była z „utwardzonego” błota. Po deszczu ulicę pokrywały kałuże i gęste błoto żyznej gleby lessowej. Kamienne figury świętych przy ulicy świadczyły o wydarzeniach historycznych; na jednej z nich widniał napis: „Od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas Panie”. Domy wzdłuż ulicy Długiej otoczone były sadami. Dalej, za sadami, znajdowały się ogrody. Z ogrodu rozciągał się rozległy widok na miasto i okolice. W panoramie widoczne były: kościół wraz otaczającymi go murami klasztoru oo. Bernardynów, Mała Cerkiew o sylwetce kościoła, Duża Cerkiew z dwiema charakterystycznymi wieżami ustawionymi jedna za drugą, szkoła podstawowa im. Jana Skrzetuskiego, wzgórze zamkowe, pokryte starymi lipami. W oddali, na horyzoncie widać było Bazarzyńce. Na lewo od Bazarzyniec, na wzgórzach daleko za miastem, widoczna była stacja kolejowa, w tamtych czasach raczej o małym znaczeniu na trasie Tarnopol - Łanowce. Cała ta okolica tonęła w zieleni drzew i krzewów liściastych. Na drodze między miastem a stacją kolejową znajdowały się cmentarze, kolejno: żydowski, greckokatolicki i rzymskokatolicki. W dni Wszystkich Świętych i Zaduszek z ulicy Długiej widoczna była łuna płomieni, palących się świeczek i zniczy nagrobnych. Od strony zachodniej rozciągał się malowniczy obraz wzgórz Starego Zbaraża, okrytego legendą starej siedziby książąt Zbaraskich i ich przodków. Za ogrodami rozciągały się Laski i Dębina, gdzie wg Sienkiewicza miał zginąć Longinus Podbijpięta. Laski były szczególnym miejscem. Drzewa liściaste wzdłuż ścieżek, po których wyjątkowo przyjemnie biegało się boso po ubitej, nieco wilgotnej ziemi. Wczesną wiosną, kiedy słońce przygrzewało, a śnieg - obfity w czasie zimy - gwałtownie topniał, las pokrywał się najpierw białym runem śnieżyczek, następnie kaczeńców i innych kwiatów leśnych, a wśród drzew rozbrzmiewał śpiew ptaków. W tej scenerii, po długim okresie postu, w Wielkanoc, nagle rozbrzmiewały dźwięki dzwonów na dzwonnicy, obok kościoła. Z ulicą Długą związane jest moje dzieciństwo. Urodziłem się w czasach niepodległej II Rzeczpospolitej Polski, 2 kwietnia 1934 roku w Zbarażu przy ulicy Kościuszki 35, przedtem i dzisiaj zwanej Długą. Opowiadano, że byłem raczej słabego zdrowia i spodziewano się, że zasilę zastępy aniołków. Na tę okoliczność przygotowano nawet koszulkę, którą miałem okazję oglądać wiele lat później, przechowywaną przez mamę starannie w skrzyni na pamiątkę. Od lat najmłodszych cechowała mnie znaczna ruchliwość i zamiłowanie do sportu, chociaż ani warunki fizyczne, ani duchowe nie nadążały za marzeniami. Kiedy tylko zacząłem samodzielnie chodzić, nosiłem na sobie modne w tamtych czasach krótkie spodenki, które miały z tyłu odpinaną klapę, wykorzystywaną w krytycznych chwilach potrzeb życiowych. Bardzo lubiłem biegać oraz jeździć na sankach, nartach i łyżwach, chociaż przez długie lata nie miałem odpowiedniego sprzętu do uprawiania sportu. Kiedy dorastałem, znajdowałem się pod opieką moich starszych braci, Karola i Władysława. Pewnego razu zdarzyło mi się wymknąć spod ich kontroli, co podobno sprawiło im wiele niepokoju. Na szczęście odnaleźli mnie oni kilometr od domu na ruchliwej szosie do Tarnopola. Jakim cudem tam się znalazłem, nie wiadomo. Może porwali i porzucili mnie Cyganie? Z okresu dzieciństwa pamiętam tylko nieliczne fakty. Wspominam pobyt w polu w okresie wiosennym. W tamtych czasach kobiety ciężko pracowały, mimo konieczności sprawowania opieki nad dziećmi. Rodzice brali mnie w pole, sadzali na miedzy, a sami pracowali na polu. Pamiętam z tamtego czasu ciemnozielony kolor łanów zbóż oraz śpiew skowronków wysoko nad ziemią, a potem powrót do domu na wozie pełnym zielonej, pachnącej paszy dla bydła. Pamiętam też, kiedy innym razem, owinięty w chustę, udawałem  się wraz z rodzicami sańmi na święta Bożego Narodzenia do dziadków, Marii i Łukasza w Sadkach. Dzwonki zawieszone na szyjach koni wydzwaniały melodię dzyń, dzyń, dzyń.

Pamiętam manewry wojskowe tuż przed wybuchem wojny, wojsko na podwórku, czołgi na szosie, dalekie odgłosy artylerii, wreszcie kopanie okopów przy szosie Tarnopolskiej i tłumy uciekinierów z centralnej Polski z maskami przeciwgazowymi u boku. Wreszcie pamiętam, jak wkroczyli bolszewicy do Zbaraża. Było to w wrześniową niedzielę. Panowała wtedy piękna pogoda, a promienie słoneczne nadawały otoczeniu złocisty odcień jesieni. Od tego czasu moje doświadczenia stały się bardziej wyraźne. Wtedy zaczęła się okupacja sowiecka, a z nią nowe porządki. Starsi mówili, że w sklepie była chałwa, nafta i nic więcej. Na ulicy pojawiał się od czasu do czasu człowiek z werblem i ogłaszał mitingi lub odczytywał jakieś odezwy i rozporządzenia. Wkrótce odbyły się wybory do rad, znamienne m.in. dlatego, że do chorych wysyłano urny wyborcze, a w lokalach podawano 100 gramów wódki oraz to, że oficjalnie ponad 99% społeczeństwa „opowiedziało” się za przyłączeniem ziemi kresowej do Związku Sowieckiego. Wydarzeniom tym towarzyszyła hałaśliwa propaganda. Wkrótce, po tych wyborach, staliśmy się wszyscy obywatelami sowieckimi. Jednocześnie zaczęły się aresztowania ludzi pełniących w Polsce jakiekolwiek funkcje administracyjne i wojskowe, a następnie zaczęto wywozić całe rodziny na Sybir, głównie jednak Polaków. Władza sowiecka była dobrze poinformowana przez odpowiednich ludzi, kogo należy wysłać w okrutną podróż w bydlęcych wagonach na poniewierkę, często na śmierć. Wśród informatorów szczególną aktywnością odznaczali się komuniści oraz ludzie nieprzychylni Polakom na tamtych ziemiach. Kiedy na stacji w Zbarażu podstawiano transport towarowych wagonów z kominkami, był to znak zbliżającej się zsyłki - bez żadnego sądu i wyroku. Od czasu do czasu na ulicy widziałem sowieckich sołdatów w białych kombinezonach, w spiczastych budionówkach na głowach, czasami z przypiętymi nartami do butów. Stacjonowali oni w klasztorze oo. Bernardynów. Stosunkowo krótki okres władzy sowieckiej doprowadził do zniszczenia tradycyjnej społeczności Zbaraża. Nawet najwięksi miejscowi entuzjaści ideologii marksistowsko-leninowskiej zostali pozbawieni złudzeń, co do praktyki komunistycznego panowania. Ludzi młodych i starych wysłano na Sybir, innych do łagrów, wojska lub do pracy w kopalniach węgla w Donbasie. Kiedy w czerwcu 1941 roku wojska niemieckie uderzyły na Sowietów, zdawało się, że koszmar wreszcie się skończył. Zaskoczenie było tak duże, że Sowieci uciekali w popłochu zostawiając ciężki sprzęt wojskowy w bezładzie w różnych częściach miasta i okolicy. Jeden czołg przebił się przez mur i uderzył w ścianę kościoła, powodując pęknięcie ściany prawej nawy świątyni, drugi ugrzązł w bagnie rzeki Gniezna, tuż przy Czarnym moście, pozostałe zostały prawdopodobnie opuszczone bez walki przy szosie Tarnopolskiej i innych częściach miasta. W kierunku wschodnim, na drodze do Maksymówki, stał opuszczony wóz pancerny. Wszystkie te obiekty były później przedmiotem naszego technicznego zainteresowania i penetracji. Szczególnym zainteresowaniem dzieci cieszyły się kółka z przekładni czołgów oraz maski przeciwgazowe, z których wycinaliśmy gumy na proce. Krytyczną noc przesilenia spędziliśmy w piwnicy pod stodołą, zza której słychać było głosy żołnierzy sowieckich. Z piwnicy widzieliśmy płonące wieże kościoła oo. Bernardynów a później przez wiele dni czarne dymy palących się magazynów paliw płynnych. Niemcy opanowali miasto bez walki, w ciągu jednej nocy. Wydarzenia te pozostawiły w mojej świadomości żywe wspomnienia do dzisiaj. Kiedy skończył się koszmar sowiecki, zaczął się wkrótce nazistowski. Początkowo nic nie zapowiadało mających nastąpić okrucieństw w postaci eksterminacji Żydów i Polaków. Pewnego dnia na naszym podwórku pojawili się żołnierze Wermachtu (był wśród nich również Ślązak, który mówił po polsku) i zażądali wydania koni dla wojska. W naszej rodzinie z pokolenia na pokolenie hodowane były konie półkrwi angielskiej. Były to dwie siwej maści kobyły, bardzo starannie utrzymywane przez ojca. Ich charakterystyczną cechą było to, że z domu wyruszały raczej niechętnie, ale gdy napotykały przed sobą inny powóz konny, starały się go wyprzedzić. Ponadto, do domu zawsze wracały szybko i bezbłędnie. Otóż, po targach z udziałem Ślązaka, udało się ojcu uratować jedną kobyłę, natomiast druga została zabrana za pokwitowaniem, które miało być podstawą do rekompensaty po wojnie. Ze względów wojskowych konie w tamtych czasach były w dużej cenie. Z tego też powodu miały one wystawiane dokumenty podobne do dzisiejszych paszportów osobowych.

W nowych warunkach, w miarę upływu czasu, poziom egzystencji ludności polskiej znacznie się pogorszył. Powstałe wkrótce władze ukraińskie zaczęły przeprowadzać aresztowania. Aresztowano m.in. mego ojca pod zarzutem posiadania nielegalnie amunicji z czasów I Wojny Światowej, którą znaleziono pod podłogą w spichrzu. Sąsiada Karola Bojarczuka aresztowano ponieważ przy jego domu znaleziono granat. Pana Tendaja, kolonisty pochodzącego z Wołynia, który zdołał uratować się przed wywózką na Sybir, aresztowano nie wiadomo za co. Wszyscy oni byli torturowani, ale po interwencji uczciwych znajomych Ukraińców, na szczęście wrócili do domu. Potem ograniczono władzę Ukraińców na rzecz Niemców w ramach Generalnego Gubernatorstwa. Na mieszkańców nałożono obowiązkowe dostawy zboża i mięsa pod groźbą kary śmierci, wysyłania do obozów koncentracyjnych lub w najlepszym razie do pracy w Niemczech. Mój brat Karol został powołany do pracy w Arbeitsamt`cie na kolei w Tarnopolu. Wprowadzony przez Niemców system administracyjny doprowadził do tego, że w domu nie było mąki do pieczenia chleba, gdyż nie wolno było mleć zboża. Posiadanie natomiast żaren zagrożone było karą śmierci. Apetyt na pierogi był jednak tak duży, że mąkę na pierogi mieliliśmy u sąsiadów, mimo zagrożenia. Pierogi, szare w wyglądzie, nie były jednak z tej mąki zbyt smaczne. Nielegalne trzymanie i ubój trzody chlewnej również było surowo karane, co nie przeszkadzało, że w wielkiej konspiracji miało miejsce. Równolegle z wymienionymi problemami realizowano program „ostatecznego rozwiązania”, czyli mordowanie ludności żydowskiej. Podczas słonecznego dnia 31 sierpnia 1942 roku, w miasteczku rozległy się strzały. Była to akcja likwidacji getta w Zbarażu. Większość Żydów, mieszkańców miasta wywieziono do obozu śmierci w Bełżcu [1,2], część wymordowano na miejscu w okolicach zamku zbaraskiego. Tylko jednostki zdołały się uratować i przechować u mieszkańców Zbaraża i okolic. W ten starannie zaplanowany sposób zlikwidowano kilka tysięcy mieszkańców miasteczka. Ludność narodowości polskiej była również eliminowana ze środowiska przez Niemców w wyniku wysyłania na przymusowe roboty do Niemiec lub mordowana przez banderowców. Mieszkańcy okolicznych wiosek organizowali samoobronę, ale gdy to nie pomagało emigrowali do miasta. Był to wielki szok dla spokojnych, nikomu nic nie winnych mieszkańców okolic Zbaraża. W naszym domu zamieszkiwali w tych czasach krewni oraz obcy ludzie, o których wspominam w innym miejscu. W tym czasie, szczególnym gościem naszych domów przy ulicy Długiej był niewidomy starzec, który w myśl dawnych tradycji miał prawo do spędzenia jednej doby w każdym kolejnym gospodarstwie. Człowiek ten o nieznanym dzisiaj imieniu i nazwisku był atrakcją dla dzieci, dzięki bogatym opowieściom bajek i zagadek, które w tamtych czasach przypominały dzisiejsze wieczorynki telewizyjne.

Pod koniec 1943 roku zbliżał się ze wschodu front. Wreszcie, w marcu 1944 roku, nastąpiło kolejne wyzwolenie Zbaraża. Przez miasto, a także przez ulicę Długą przewalał się cały transport wojenny: czołgi, samochody, działa małe i duże, armaty. Podczas walk o Tarnopol nastąpiły dni i noce życia w przyfrontowym miasteczku. W tym czasie regularne niemieckie naloty i bombardowanie obiektów wojskowych, cywilnych oraz szpitali terroryzowały mieszkańców Zbaraża. Pewnego dnia byłem świadkiem walki powietrznej dwóch samolotów. Początkowo nic nie wskazywało, że są to wrogie maszyny. Krążyły one blisko obok siebie jak dwa bociany nad swoim gniazdem. Wreszcie jeden z nich odpalił ładunek zapalający, który trafił prosto w słomiany dach jednego z domów przy ulicy Długiej, powodując wielki pożar kilkunastu gospodarstw. Ogień, podsycany wiatrem, przenosił się z budynku na budynek, aż został szczęśliwie zatrzymany i ugaszony tuż przed naszym gospodarstwem.

Gdy po przyjściu Armii Czerwonej w 1944 roku okazało się, że nadal istnieją antypolskie ataki, a w wyniku konferencji w Jałcie i Poczdamie, nie ma szans na utrzymaniu tej ziemi dla Polski, Polacy zaczęli masowo opuszczać swoją ojcowiznę pod groźbą okrutnej śmierci z rąk banderowców, względnie zsyłki na Sybir pod byle jakim zarzutem, chociażby za odmowę przyjęcia obywatelstwa sowieckiego. W takich okolicznościach minęło moje dzieciństwo. Po latach wracam wspomnieniami i tęsknię za dzieciństwem oraz miejscem, gdzie się urodziłem i spędziłem pierwszych kilkanaście lat życia. Kiedy zaistniały warunki, odwiedzam Zbaraż co kilka lat, odnajdując miejsca, ścieżki i kamienie z mego dzieciństwa. Nie można w pełni zrozumieć uczucia, jakie byli mieszkańcy Kresów żywią do swoich miejsc urodzenia i dzieciństwa, bez osobistego poznania tego uroczego kraju, jego mieszkańców oraz stosunków społecznych panujących tam na tle historii.

Dzisiaj nie ma już tej dawnej ulicy Długiej w Zbarażu i choć nazwa pozostała, to żyją tam już inni ludzie. Plan i spis mieszkańców ulicy Długiej w Zbarażu przed 1946 rokiem przedstawiam w załączniku. Mimo, że żyliśmy w czasach wojny, terroryzmu, wywózek i przesiedleń, tamte czasy kojarzą mi się ciągle z dzieciństwem. Miałem tam kolegów w sąsiedztwie: Jaś Bojarczuk i Mietek Stankiewicz. W jakimś sensie również: Kazik Bojarczuk i jego młodsza siostra Helena, Nuśka Stankiewicz, młodsza siostra Mietka, oraz Staszek Garguliński i może jeszcze kilku innych.

Dla nas Polaków początek końca starej ulicy Długiej zaczął się właściwie w atmosferze września 1939 roku, kiedy to Czarnym Szlakiem na ziemię zbaraską napadli Sowieci ze wschodu.  Wydarzenie to sugestywnie opisał Jacek Kaczmarski [3].

Ballada Wrześniowa

1. Długośmy na ten dzień czekali

Z nadzieją niecierpliwą w duszy

Kiedy bez słów towarzysz Stalin

Na mapie fajką strzałki ruszy.

Krzyk jeden pomknął wzdłuż granicy

I zanim zamilkł zagrzmiały działa

To w bój z szybkością błyskawicy

Armia Czerwona wyruszyła.

Ref.: A cóż to za historia nowa?

Zdumiona spyta Europa

Jak to – To chłopcy Mołotowa

I sojusznicy Ribentroppa,.

2. Zwycięstw się szlak ich serią znaczył

Sztandar wolności okrył chwałą

Głowami polskich posiadaczy

Brukują Ukrainę całą.

Pada Podole, w hołdach Wołyń

Lud pieśnią wita ustrój nowy

Płoną majątki i kościoły

I Chrystus z kulą w tyle głowy.

Ref.: Nad polem bitwy dłonie wzniosą

We wspólną pięść, co dech zapiera

Nieprzeliczone dzieci Soso

Niezwyciężony miot Hitlera.

3. Już starty z map wersalski bękart

Już wolny Żyd i Białorusin

Już nigdy więcej polska ręka

Ich do niczego nie przymusi.

Nową im wolność głosi Prawda?

Świat cały wieść obiega w lot

Że odtąd jeden łączy sztandar

Gwiazdę, sierp, Hackenkreuz i młot.

Ref.: Tych dni historia nie zapomni

Gdy stary ląd w zdumieniu zastygł

I święcić będą nam potomni

Po pierwszym września – siedemnasty,

I święcić będą nam potomni

Po pierwszym – siedemnasty.

Mieczysław Szustakowski

Literatura:

1. Nizkor FTP file: camps/aktion.reinhard/belzec/belzec.09

2. Nizkor FTP file: camps/aktion.reinhard/belzec/belzec.10

3.Jacek Kaczmarski, Ballada wrześniowa 1982: Internet, http://www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/wiersze_alfabetycznie/kaczmarskiego/b/ballada_wrzsniowa.php

Wstawił Bogusław Szarwiło    Źródło: http://mszustakowski.atspace.com/Moje_wspomnienia/


enfrdeitptrues

 Materace dla Ciebie

Szukaj w serwisie

Statystyki

Odsłon artykułów:
2309855

Odwiedza nas 164 gości oraz 0 użytkowników.

cpr certification online
cpr certification onlinecpr certification onlinecpr certification online