W 1943 r. wioski polskie znikały z powierzchni ziemi niespodziewanie, a z nimi i polscy mieszkańcy. Poniżej prezentuję trzy różne relacje o zagładzie tej samej kolonii ale każda z inną datą tej tragedii. Mimo poszukiwań nie udało mi się ustalić która data jest prawidłowa, mimo, że nie zmienia to faktu zagłady tej miejscowości. Między Polakami i Ukraińcami w kolonii Górnej ( gmina Ludwipol, powiat Kostopol ) nie było nieporozumień, tym bardziej zatargów [...]. Ukraińcy jako prawosławni chodzili do cerkwi w pobliskim Hubkowie, natomiast Polacy do kościoła w Ludwipolu, oddalonego o około siedem kilometrów. Idąc do Ludwipola, przechodziliśmy przez czysto ukraiński Hubkow, ale nigdy nie spotkaliśmy się tam z oznakami wrogości czy zaczepkami. [...] Było już słychać o mordowaniu polskich wiosek na północny zachód od Ludwipola. Obawialiśmy się ataku i na noc kryliśmy się po polach. 3 lipca również zamierzaliśmy iść spać w pole. [...] Wszyscy byliśmy gotowi, chcieliśmy jeszcze tylko zjeść kolację (stała na stole) i czekaliśmy na brata Romualda, który lada moment miał  przygonić krowy. Niemalże równo z zachodem słońca podniósł się krzyk i rozległy strzały. Matka podbiegła do okna, krzyknęła, że są już banderowcy i trzeba uciekać. Wyskoczyli z ojcem przez okno do ogródka kwiatowego i zaczęli uciekać drogą między zbożami, pod górkę. Matka nie zdążyła zabrać mojej małej siostry, czego ja początkowo nie spostrzegłem. Wyskoczyłem na podwórko, a tam było pełno Ukraińców. Biegali, krzyczeli, podpalali zabudowania, wynosili z obejść mienie. Prawdopodobnie wzięli mnie za Ukraińca, gdyż miałem na sobie kurtkę z pasem, podobną do wojskowej, a oni ubierali się podobnie.

Kręciłem się po podwórku, szukając kryjówki i zobaczyłem, jak Ukrainiec położył się na drodze i zaczął strzelać w kierunku uciekających rodziców. [...] Matka upadła, pomyślałem, że została trafiona i nie żyje, ojciec pobiegł dalej. Zauważyłem też krowy, zatem gdzieś w pobliżu musiał być brat. W tym momencie podbiegła do mnie pięcioletnia siostra, złapała mnie za nogę i zaczęła płakać. Nakazałem jej milczeć i skoczyliśmy do pobliskiego ogródka warzywnego, gdzie położyliśmy się w wysokiej fasoli. Jednak któryś z myszkujących po obejściu lub mieszkaniu Ukraińców musiał coś zauważyć, gdyż dwóch lub trzech przybiegło do ogródka i odkryli nas. Twierdzili, że jestem Polakiem. Ja zaprzeczałem, na dowód zacząłem modlić się jak prawosławny. Jeden z Ukraińców uderzył mnie silnie kolbą karabinu w klatkę piersiową, straciłem przytomność. Kiedy się ocknąłem, zmierzch przeszedł już w noc. Wszędzie pełno było gryzącego dymu. Zauważyłem, że brat ucieka z ogródka. Byłem mocno pobity i pokrwawiony, nie miałem siły, ale zarzuciłem siostrę na plecy i pobiegłem za bratem, w kierunku pobliskiego stawu dla gęsi i rozciągającego się za nim lasu. [...] Co chwila przystawałem dla odpoczynku lub przewracałem się pod ciężarem siostry. Dobiegłem do lasu, tam znowu się przewróciłem, zabrakło mi sił. [...] Zamiast jednak ukryć się w tym lesie, przebiegłem go. Kiedy wyskoczyłem na szeroki szutrowy trakt na Ludwipol, podjechał Ukrainiec na koniu i czymś twardym uderzył mnie w głowę. Upadłem, a Ukrainiec pojechał dalej. Resztką sił zerwałem się i dobiegłem do lasu po drugiej stronie traktu. Tuż za mną przybiegła siostra, której już nie miałem siły dźwigać. Ukryliśmy się pod pniem zwalonego drzewa. Po pewnym czasie teren wokoł zaczęli penetrować Ukraińcy. Nie znaleźli nas jednak i odeszli. Po chwili straciłem świadomość. Ocknąłem się, kiedy już było widno. Siostra leżała obok i, co dziwne, nie płakała. Postanowiłem pójść do wioski Hurby, odległej o parę kilometrów od Górnej, do domu siostry ojca [...]. Nikogo tam nie zastałem. Mieszkańcy, słysząc odgłosy napadu na naszą kolonię, pouciekali w las. Wziąłem chleb i mleko i zamierzałem wrócić do siostry, którą wcześniej ukryłem w lesie. Wtedy zawołał mnie brat, leżał w sianie w stodole. Okazało się, że noc przesiedział na drzewie w lesie. Brat powiedział, że widzi jakieś postacie w pobliskim domu. Podczołgałem się w zbożu w tamtym kierunku i spostrzegłem kilku mężczyzn z naszej kolonii. Powiedzieli mi, że matka żyje, natomiast ojciec został zabity. Furmankami zawieziono nas do Huty Starej, gdzie stacjonowały oddziały polskiej samoobrony.

Relacja : Piotr W. (ur. 1928) zamieszczona na: http://jarema6011.blogspot.com/2016/11/woynskie-sieroty-wspomnienia-czi.html

 30 maja 1943 r. ukraińskie bandy dokonały około godz. 18.00 napadu, okrążając kolonię ze wszystkich stron i odcinając dostęp do rzeki, której przeciwległy brzeg był obstawiony przez uzbrojonych w widły, noże i topory Ukraińców. Zaskoczeni mieszkańcy Górnej byli bestialsko i w perfidny sposób mordowani całymi rodzinami, przez uzbrojonych w ostre narzędzia i broń palną bandytów. Zamordowano wówczas 73 osoby, a kilkadziesiąt było rannych. Z odsieczą przybyła grupa Polaków z samoobrony z Huty Starej, oddalonej o 8 km, kiedy już w nocy dopalały się zabudowania kolonii. Zamordowanych pochowano we wspólnej mogile na miejscu zbrodni. Rannych zabrano do Huty Starej. Kolonia Górna przestała istnieć. Spośród ocalałych mieszkańców, którzy znaleźli schronienie w Hucie Starej i Moczulance, kilkunastu chłopaków dołączyło w sierpniu 1943 r. do oddziału AK ,,Bomby-Wujka".

26 czerwca 1943 r. późnym popołudniem Regina bawi się w ogrodzie za domem. Rodzice i rodzeństwo odpoczywają w domu po całotygodniowej pracy. Byli właścicielami niewielkiego gospodarstwa rolnego. Często przy pracy pomagali im znajomi z okolicznych ukraińskich wiosek. Regina mieszkała tutaj od urodzenia - tak, jak i jej rodzice. Zabawę przerwał odgłos strzału: słychać przestraszone krzyki ludzi. Dziewczynka nie wie co robić, a przerażona nie może się poruszyć. "Wszystkie podwórka były gęsto zapełnione banderowcami - bili, rąbali siekierami, nożami, mordowali w okrutny sposób" - wspomina. Nie pozostawili nikogo przy życiu. Słyszy głos swojego stryja, który krzyczy do niej, by uciekała. Regina dobiega do niego - nie mają jednak gdzie się skryć: banderowcy są już wszędzie. Uciekają w kierunku lasu, ale nagle tuż przed nimi pojawia się postać. Regina widzi lufę skierowaną w stronę stryja. Dziewczyna bez zastanowienia uskakuje w bok i chowa się w niewielkiej szczelinie między skałami. Słyszy huk: stryj pada. "Jeszcze chwilę jęczał z bólu, a potem skonał. Było to tuż koło mnie" - opowiada. Banderowcy szukali dziewczynki, ale bez skutku. Następnego dnia Regina wyszła z kryjówki i pobiegła do domu. Po drodze nie spotkała żywej duszy. "Pomordowani leżeli jak snopy na polu" - wspomina dziś. Wszystkie domy i budynki zostały całkowicie spalone. Szukała swojej rodziny, ale bez skutku: cała wieś została doszczętnie wybita. Uciekła na pole i przeczekała do wieczora. Wreszcie spotkała sąsiadów, którym jak i jej udało się schronić. Razem z nimi poszła w kierunku Starej Huty, gdzie stacjonował oddział samoobrony. Na miejscu dostała ubranie i jedzenie. Wraz z polskimi partyzantami wróciła do swojej rodzinnej wsi w poszukiwaniu ocalałych. Rodzice i brat zostali zamordowani i porzuceni na drodze. Siostra została żywcem spalona w stodole. Regina o losach swojej rodziny dowiedziała się od swojego sąsiada, który był naocznym świadkiem tych strasznych wydarzeń: podczas napadu banderowców jej rodzina schowała się w piwnicy. Ich dom zaczął jednak płonąć. Rodzice z dziećmi rzucili się do ucieczki w kierunku lasu. Nie udało im się skryć: na miejscu zostali zamordowani. Siostra wraz z sąsiadami zostaje zamknięta w stodole, po czym banderowcy podkładają ogień. Kilka polskich rodzin zostało spalonych żywcem. 14-letnia Regina przyłączyła się do polskich partyzantów. Później odnalazł ją wujek, z którym wyjechała na ziemie odzyskane. [ze strony www, przysłała Joanna Neczajewska]

P/w Za: http://wolyn.ovh.org/opisy/gorna-03.html


enfrdeitptrues

75. rocznica ludobójstwa

Reklama

 

Szukaj w serwisie

Statystyki

Odsłon artykułów:
2356175

Odwiedza nas 200 gości oraz 0 użytkowników.

cpr certification online
cpr certification onlinecpr certification onlinecpr certification online