Dzisiaj jest: 20 Lipiec 2017        Imieniny obchodzą: Czesław, Hieronim, Fryderyk

- Ciocia wypiekała właśnie chleb. Był wieczór 9 maja 1944 roku – zachowała w pamięci jej siostrzenica, Anastazja Barszczewska. – Dwoje starszych synów cioci poszło do stajni obrządzać. Za nimi podążyła ich kilkunastoletnia siostra. Żeby wydoić krowę. Wujek zamiatał podwórze. Dwoje najmłodszych dzieci leżało już w łóżkach. Ciocia krzątała się w kuchni. Wtem rozległ się przeraźliwy krzyk ze stajni. Banderowcy wdarli się do zagrody. - Oblali budynki benzyną i podpalili – wspomina pani Anastazja. – Siostra cioteczna dojąca krowę spaliła się żywcem, ciotecznych braci natomiast wywlekli ze stajni i zamordowali. Stryj w pośpiechu uciekł na strych, zaciągając za sobą drabinę. Stamtąd nawoływał w stronę wsi, żeby wszyscy Polacy się ratowali. Potem żarliwie zaczął odmawiać „Pod Twą obronę”. W końcu zamilkł pochłonięty przez płomienie.

W domu tymczasem ogień momentalnie zajął pokój, w którym spały najmłodsze dzieci. - Ciocia nie miała szans, żeby je stamtąd wydostać - przywołuje Barszczewska. – Sama uciekając przed śmiercią, schowała się w pokoju obok kuchni. Kiedy dym zaczął w końcu ją dusić, wiedziała, że nie ma wyjścia – musiała wydostać się na zewnątrz.
- Wydostała się przez podłogę na dwór - kontynuuje kobieta. – Banderowcy przestrzelili jej udo, ale nie zabili. Ciocia pobiegła w stronę ogrodu, ukryła się w kukurydzy. Z dala obserwowała jak traci wszystko, co kochała…
Tego dnia, w którym zginęła rodzina Justyny Najborowskiej, we wsi Derżów, gmina Rozdół, powiat żydaczowski, zamordowano osiem rodzin polskich, w tym również rodziny braci Justyny Najborowskiej – Mikołaja i Teodora Szajnowskich. Podpalono też polski kościół. Łącznie w zbrodni zginęło ponad sto osób. Justyna Najborowska wraz z innymi Polakami z okolicy początkowo ukrywała się w lasach, potem uciekła do miasta Stryj, skąd przedostała się na zachód. (...)
O śmiertelnych obawach i bezwzględnych ukraińskich nacjonalistach wspomina też repatrianka z innej wsi w województwie stanisławowskim, Franciszka Guszpit: - W Delawie było pięć rodzin czysto polskich. Pozostałe rodziny były mieszane. Stalin obiecał Ukraińcom, że kiedy wymordują na swej ziemi wszystkich Polaków i Żydów, to dostaną w zamian „Samostijną Ukrainę”. Dobrze, że mieliśmy dobrego sołtysa, który ostrzegł nas, Polaków, żebyśmy nie szli do kancelarii, kiedy zaczną nas wzywać. Kazał postawić przed domami warty i mieć się na baczności. Po wsi chodziły słuchy o zbrodniach dokonywanych przez banderowców. - W sąsiedniej wsi – Skinka po ukraińsku, a po polsku Ścianka, znajdował się polski folwark – zachowała w pamięci pani Franciszka. – Któregoś dnia napadli na niego nacjonaliści ukraińscy, zapędzili wszystkich mieszkańców do piwnicy, wlali tam benzynę i spalili żywcem. Po tych wydarzeniach na Polaków padł wielki strach i gdy tylko pojawiła się możliwość wyjazdu na Zachód, całe rodziny zgłaszały gotowość do opuszczenia stanisławowszczyzny. Również mąż pani Guszpit natychmiast udał się do Stanisławowa celem rejestracji wyjazdu.
- Stamtąd przez znajomych ze wsi dał mi znać, żebym zbierała się do drogi – wraca pamięcią kobieta. – Sam nie wrócił, bo bał się, że go zamordują. A mieliśmy wtedy przygotowane już materiały na budowę nowego domu: deski, cegły, kamienie. Trzeba to było jednak wszystko zostawić i uciekać. Na furmance i z dwuletnim dzieckiem przy piersi Franciszka Guszpit dotarła do Stanisławowa, skąd wraz z mężem w wagonie towarowym ruszyła na drugi kraniec Polski.

Fragmenty wspomnień wyszukał i wstawił: B. Szarwiło za:

Gazeta Brzeska, Nr 621 (http://www.gazetabrzeska.eu/Archiwum/Numer/621)\

enfrdeitptrues

 Materace dla Ciebie

Szukaj w serwisie

Statystyki

Odsłon artykułów:
2102194

Odwiedza nas 62 gości oraz 0 użytkowników.

cpr certification online
cpr certification onlinecpr certification onlinecpr certification online